W ilu konferencjach i spotkaniach Zoom/Google Meet/Microsoft Teams uczestniczyłaś od początku pandemii? „Stanowczo zbyt wielu” – to odpowiedź, którą słyszę często. I wiesz co? Sądzę, że technologia wcale nie jest temu winna. Przecież jest tylko narzędziem, a sam ekran komputera – nawet jeśli męczy, to i przed „wynalezieniem” videokonferencji spędzaliśmy przed nim o wiele za dużo czasu. 

 

Dlaczego więc tak wiele osób zraziło się do spotkań online, nim ich era na dobre nadeszła?  To proste – bo nowe, niezwykłe narzędzia wykorzystujemy w dotychczasowy (czytaj: nudny i przewidywalny) sposób.

 

Same same (but different)

 

„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów” – tych słów, wbrew popularnej teorii, wcale nie wypowiedział Albert Einstein. Autorką jest młodsza od niego o 65 lat Rita Brown, amerykańska pisarka. Fakt, że jej słowa są przypisywane zupełnie innej osobie, jest z pewnością frustrujący. Nie mniej niż 60-minutowe wystąpienie prezesa, okraszone kipiącymi od tabelek slajdami... Dlaczego wciąż takie „atrakcje” fundują organizatorzy konferencji online? Nikogo przecież nie porywają – co najwyżej w stronę Netfliksa.

 

 

Tym bardziej cieszę się, że podczas „Spark of Change 2021”, konferencji online z uczestnikami z ponad 60 krajów, pokazaliśmy, że tak nie musi być. Że słynne „new normal” to nie może być „old boring”. Nowoczesne wydarzenie online to takie, w którym dużo się dzieje, a poza tym nie ma podziału na mędrców-ekspertów i niemą publiczność. Czas otworzyć się na interakcję z widzami, naprawdę uczynić z nich najważniejszego odbiorcę wydarzenia.

 

Interakcja królową transmisji

 

Niech czat będzie prawdziwym agregatem opinii i platformą wymiany zdań. A prelegent zaprogramuje swoje wystąpienie tak, by uczestnik w każdej chwili mógł wpłynąć na jego przebieg, prosząc o rozwinięcie tematów, które JEGO interesują.

„Włączaj widza w rozmowę już od pierwszych chwil” — radzi James Cermak, autor podcastu Trade Show University. „Zadaj pytanie na start, sprawdzaj, co piszą ludzie, czytaj ich wpisy na głos”. Jim radzi, by podzielić event na wiele małych segmentów, tak, by wciąż działo się coś odkrywczego. „W domu każdy z nas ma tyle rozpraszaczy, że 60-minutowa prezentacja musi już odejść w niepamięć!”.

 

 

„Ale to już było. I nie wróci więcej”

 

Steven Burchard, ekspert branży eventowej, podaje trzy błędy, które psują transmisję online:

  1. cała Twoja konferencja to „gadające głowy” – poza prelekcjami, nie ma innych elementów (jak chociażby wywiad, krótki materiał video, występ muzyczny, sonda lub quiz)
  2. nie zachęcasz uczestników do interakcji między sobą (albo wręcz nie dajesz takiej możliwości)
  3. skupiasz się jedynie na wartości merytorycznej konferencji, a nie doświadczeniu odbiorcy.

Ze swojej strony dodam: po prostu nie da się zrobić dobrej konferencji online, przenosząc dawne nawyki do internetu. Jednym z takich błędów jest jednostronny komunikat. Moim zdaniem czas już skończyć z komunikatem „ex cathedra”, czyli podziałem na wszystkowiedzącego eksperta — i niemą publikę.

 

 

Magia zaczyna się, gdy zaufasz drugiej stronie

 

Pozwól ludziom decydować na bieżąco, co chcą oglądać; daj im możliwość aktywnego wpływania na tematy podejmowane przez prelegentów. A już ponad wszystko: nie nagrywaj konferencji wcześniej! Jeśli nie będzie działa się na żywo, stracisz jeden z ostatnich być może powodów, by Twojemu widzowi chciało się w niej uczestniczyć.

Dziś pokazuję Ci ciekawe fragmenty „Spark of Change”, a po obejrzeniu możesz do mnie napisać – pogadajmy o tym, jak robić dobry online. Moje namiary są na samym dole strony.