Gdy zadzwoniła Joanna Kuźniacka, Project Head of Special Events w AIESEC, jednej z największych organizacji międzynarodowych, nie miałem czasu na wahanie. Jej team już od wielu miesięcy pracował nad najważniejszym dla AIESEC wydarzeniem.

 

– Lubimy ”International Poznan”, a do tego obserwujemy Twoje anglojęzyczne wywiady, i stwierdziliśmy, że będziesz idealnym hostem naszej ceremonii – powiedziała Asia. I przedstawiła szczegóły:

 

Miejsce: Teatr Wielki Opera Narodowa w Warszawie
Data wydarzenia: 14 sierpnia 2016 r.
Godzina rozpoczęcia: 13:00
Godzina zakończenia: 15:30
Próby: 13 sierpnia 2016
Oczekiwania: poprowadzenie Ceremonii Otwarcia jako Master of Ceremony
Liczba uczestników: 1000 delegatów z ponad 120 krajów, a do tego przedstawiciele rządu, partnerzy wydarzenia, jak również Alumni – osoby które kilka(naście) lat temu działały w organizacji.

 

Kongres AIESEC to spotkanie kluczowych dla organizacji osób, które nadają kierunek jej rozwoju na kolejne 12 miesięcy. W ubiegłym roku Indie, za rok Kolumbia. W tym roku właśnie Polska. Uczestnicy odbywają 10-dniowy, megaintensywny warsztat, prowadzą dyskusje, podejmują decyzje. To coś jak mniejsza wersja Organizacji Narodów Zjednoczonych – tym bardziej, że bliskie są im też zagadnienia zmian klimatycznych, a także utrzymania pokoju na świecie.

Powiem krótko: Teatr Narodowy robi olbrzymie wrażenie. Jest jednym z najstarszych w Polsce (powstał w 1833r.; odbudowany po wojnie w latach 1951-1965). To również największa scena operowa świata! Występ przed widownią, która może tu liczyć 1800 osób, to chyba ostateczny test gotowości scenicznej.

 

Gdy organizatorzy wprowadzili mnie do budynku na dzień przed prowadzeniem gali, zaparło mi dech w piersi. Samo przejście od bram aż do sceny zajęło dobre 10 minut! Poza olbrzymią sceną, które pomieściłoby mediolańską La Scalę, jest tu jeszcze większe zaplecze, z sufitem wyższym niż w niejednym centrum handlowym.

Anię Wendzikowską z TVN poznałem w dniu wydarzenia. Dopiero w nocy wróciła z bałkańskich wakacji, stąd zrozumieć można brak czasu na próbę. Naszym pierwszym przetarciem szlaków była… sama ceremonia! O wiele łatwiej jest, gdy swojego współprowadzącego poznajesz na tyle wcześnie, by chociaż wspólnie przejść przez tekst.

 

A propos scenariusza – wielkie ukłony należą się ludziom z AIESEC za elastyczność. Zarówno Habiba, jak i Asia zaakceptowały moją propozycję „zrelaksowania” tego wydarzenia. Zasugerowałem, by miejscem występów prowadzących była nie tylko scena, ale bym mógł też „wmieszać się” między publiczność. W najmniej oczekiwanym momencie schodziłem więc ze sceny, i z mikrofonem w ręku wchodziłem między ludzi. Cóż za energia!

 

Nie zapomnę na przykład spontanicznego spotkania z młodym Jordańczykiem, który ubrany w tradycyjne, białe szaty, opowiedział, że bycie wolontariuszem to ciężki kawałek chleba. Wśród osób, z którymi na żywo rozmawiałem, był jeszcze Koreańczyk, który swoją przygodę z AIESEC rozpoczął żyjąc w Australii.

 

Jak możecie usłyszeć, reprezentanci całego świata byli więcej niż podekscytowani. Spontanicznie i głośno reagowali na każdą zaczepkę – moją czy Ani. Ogromnie też spodobał im się występ poznańskiej grupy Audiofeels. Myślę, że energia zespołu, który śpiewa i gra, nie używając żadnego instrumentu, jest nie do przecenienia. Wzruszył z kolei Michał Żyliński – który od czasu wypadku na nartach stracił czucie w większości ciała. Przez pierwsze minuty jego magicznej prezentacji widzowie mieli przed sobą tylko ekran, na którym pojawiały się zdjęcia. Michała na scenie nie było – można było tylko usłyszeć jego głos. Gdy w końcu wkroczył na scenę, oklaskom nie było końca.

 

Są dwie szkoły – „prowadzący spontaniczny i nieokrzesany” (przykład: Marcin Prokop), oraz „prowadzący poprawny i trzymający się scenariusza” (przykład: Monika Richardson). Jedni i drudzy są potrzebni, ale sam należę do tej pierwszej grupy. Zapowiadając więc słynących z gatunku vocalplay Audiofeelsów, postanowiłem poszukać wśród widzów beatboxerów. Zapytałem więc salę, kto tu potrafi wydobywać niezwyczajne dźwięki. Ryzykowałem – bo przecież mógł nie zgłosić się nikt. Ale uważnie taksując widownię zauważyłem, że jeden z gości wskazuje na swojego kolegę. Publiczność Teatru Wielkiego nie usłyszała może najlepszego beatboxu w historii, ale za to było bardzo śmiesznie!

 

Bardzo cieszyłem się, że wydarzenie było w języku angielskim – od A do Z. Na sali przedstawiciele – dosłownie – całego świata. Jestem pod wrażeniem świetnej angielszczyzny Ani Wendzikowskiej. Nic dziwnego, że to właśnie ona przeprowadziła wywiady z Russelem Crowe, Leonardem Cohenem i Leonardo Di Caprio.

Po evencie miałem okazję poznać wiele osób z tego tysięcznego tłumu. Niesamowicie jednak sympatyczne i budujące jest, że nawet nieznajomi postanowili zadać sobie trud pogratulowania. Wspaniale jest dostać taką wiadomość!

Po evencie miałem okazję poznać wiele osób z tego tysięcznego tłumu. Niesamowicie jednak sympatyczne i budujące jest, że nawet nieznajomi postanowili zadać sobie trud pogratulowania. Wspaniale jest dostać taką wiadomość!

Więcej zdjęć znajdziesz tutaj.